Uczestnicy: Mój brat Arek i ja.
sierpień 2012 r. 

Wszystko zaczęło się w 2010 roku podczas spotkania wigilijnego w rodzinnej firmie Wireland w Bytowie. Wtedy podjęliśmy rozmowę, aby wejść w męskiej wyprawie na Kilimandżaro: Tata i dwaj synowie. Tata funduje i podejmujemy męskie wyzwanie. Wówczas tata się na to zgodził i mój brat zaczął planować wyprawę. A pomysł na Kilimandżaro powstał, gdy w wakacje 2010 mój brat Arek brał udział w Tour d'Afrique (rowerem przez Afrykę z północy na południe) - kiedy przejeżdżali przez Kenię i Tanzanię, widząc w oddali tę wspaniałą górę - pojawiła się w Akru myśl, aby do tego miejsca wrócić.

Arek miał kontakty i zajął się organizacją wyjazdu. Planowaliśmy wyjazd na dwa tygodnie. Osiem dni na Kilimandżaro i potem kilka dni do Mombasa, aby doświadczyć Oceanu Indyjskiego. Zaplanowaliśmy termin na wakacje 2012. W międzyczasie tata wycofał swoją obecność w projekcie. Uważał, że ta góra to trochę za dużo na jego możliwości. Ale nie wycofał się z fundowania całego wypadu, za co tacie bardzo dziękujemy.

Polecieliśmy samolotem do Nairobi. Następnie busem z Nairobi (Kenia) do Arusza (Tanzania). Korzystaliśmy z lokalnych środków transportu. Sama przeprawa przez granicę była już olbrzymią atrakcją. W Aruszy przejęło nas biuro organizujące wejście na Kilimandżaro (Arek poznał szefa tego biura podczas Tour d'Afrique). W opłatę wejścia na szczyt wchodzi również hotel w noc przed wejściem na szczyt i w noc po zejściu ze szczytu. Opłata obejmuje również wszystkie podatki a także tragarzy.

O tragarzach trzeba napisać coś więcej. Cała góra Kilimandżaro pomyślana jest tak, aby dawać zarobić jak największej grupie lokalnej ludności. A zatem nie ma nigdzie żadnych schronisk. Dla każdego wchodzącego turysty wszystko trzeba wnosić. Dlatego też potrzebni są tragarze. Jeden tragarz może wziąć 20 kg bagażu plus swój bagaż. Przed wejściem do parku bagaż każdego tragarza jest ważony, czy nie przekracza dopuszczalnej normy. Na jednego turystę przypada średnio czterech tragarzy. Oni niosą naprawdę ciężki sprzęt. Dobierany specjalnie, aby był ciężki. Namioty, jedzenie, cała kuchnia. Wnoszą stoły i krzesła! Wnoszą nawet WC toi-toi. Na nas dwóch pracowało jedenastu Murzynów! Mieliśmy dwóch przewodników, kucharza, kibelkowego i siedmiu tragarzy. Przewodnicy mówili po angielsku, a wśród pozostałej ekipy był jeszcze najwyższy rangą tragarz, z którym też można było się dogadać po angielsku i który pełnił na postojach funkcję kelnera. Dla tragarzy było zawsze ważne, abyśmy szli wolno, ponieważ oni mieli za zadanie nas wyprzedzić, wcześniej rozbić namiot, rozstawić toaletę, ugotować posiłek itd. Pierwszego dnia nie mogliśmy się z tym pogodzić, że nam nie wolno nic robić. Ale przewodnicy nam wyjaśnili, że mamy dać zarobić tym chłopcom, bo dzięki tej pracy ich rodziny będą się utrzymywały przez cały rok.

Już pierwszego dnia mijaliśmy grupę 40 studentów. Mówili w różnych językach, ale dominował hiszpański. Służyła im grupa 200 Murzynów. Na postoju zobaczyliśmy stoły i 40 krzeseł! To był szok. Trudne było do przyjęcia, że jest jeden Murzyn kibelkowy. Jego zadaniem było rozstawiać całą toaletę i ją zwijać. A także po każdym z nas ją czyścić. A zatem on nas obserwował, czy już poszliśmy, czy jeszcze nie. :) Musieliśmy wejść w taki układ, ale nie my go stworzyliśmy. Czuliśmy się w tym niekomfortowo, ale nie mogliśmy nic zrobić. Gdybyśmy powiedzieli, że sami zajmiemy się toaletą - jeden człowiek straciłby pracę.

ZDJĘCIA Z WYPRAWY

Pierwszy dzień był przepięknym przejściem przez las tropikalny. Widoki bajkowe. Zieleń tak bujna i żywa, aż trudno sobie wyobrazić, że coś takiego istnieje. Pierwszy nocleg był jedynym w temperaturze powyżej zera stopni. Później już noce były mroźne. Druga noc już była na wysokości 4000 m. n.p.m. Od tego momentu szliśmy wzdłuż góry - raz wyżej, raz niżej, robiąc wyskoki na maksymalnie 4800 m n.p.m., aby przejść aklimatyzację.

Gdy byliśmy już blisko szczytu, był nocleg w miejscu, gdzie była ostatnia rzeka na naszej trasie. Jedzenia już trochę zeszło i tragarze mogli już wziąć dodatkowy bagaż. Od tego momentu tragarze nieśli też wodę - dla siebie i dla nas. Gdyby wody zabrakło, to musieliby po nią wracać. Było też wtedy strome podejście po skałach. Dla nas, bez bagażu, nie było ono trudne. Po prostu podnosiliśmy wysoko nogi i wchodziliśmy po skałach do góry. Ale dla tragarzy był to najtrudniejszy dzień. Tam widzieliśmy, jak się przewracają, jak muszą sobie pomagać. Tragarze nie mieli żadnego specjalnego sprzętu wspinaczkowego, żadnych kurtek przeciwwietrznych ani dobrych butów. Niektórzy z nich szli w jedynych butach które mieli - czyli w lakierkach albo sandałach.

Ja mam taką przypadłość, że w górach puchnę. Kiedy mam duży wysiłek fizyczny i jestem na wysokości, to twarz mi mocno puchnie. Dlatego ostatnie dwa dni były dla mnie trudne. Na szczęście nasza wyprawa uległa skróceniu o jeden dzień. Doszliśmy dosyć szybko do ostatniego schroniska. To był dzień, kiedy nasi przewodnicy nie mówili nam "poli, poli" czyli "wolniej, wolniej". Po prostu pozwolili nam iść po naszemu. Do tego schroniska doszliśmy dużo przed tragarzami. To miało być ostatnie schronisko. Tutaj mieliśmy spać i w nocy ok. godz. 3 wyruszyć na szczyt. Kilimandżaro ma taką cechę, że do południa jest prawie zawsze bez chmur i są piękne widoki. A popołudniu jest już różnie.

Nasi przewodnicy zobaczyli, że tego dnia nie zapowiada się na żadne chmury oraz że jesteśmy w doskonałej formie. Podjęli więc decyzję, że wchodzimy teraz na szczyt. Tragarze na szczyt nie wchodzą. Pozostają w tym ostatnim schronisku na wysokości 4700 m. n.p.m. Była to już ostatnia baza, którą rozbijali tragarze.

A zatem ok. godz. 12.00 w południe ruszyliśmy na szczyt. Początkowo wszystko szło dobrze. Ale od mniej więcej 5600 m. n.p.m. ja miałem chorobę wysokościową. Okropne doświadczenie. Miałem to też na Mont Blanc. Przeze mnie mieliśmy bardzo dużo postojów. Liczyłem kroki, aby zatrzymać się dopiero po dwudziestu, a nie po pięciu krokach. Nudności. Nie ma się siły na nic i ogólnie nic się nie chce. To jest też taki moment, kiedy nie ma znaczenia czy się wejdzie na szczyt, czy nie. To pragnienie znika. Brakuje w ogóle motywacji. Właściwie to motywacją są wtedy tylko osoby dookoła. Na szczęście Arka to nie chwyciło tak szybko. Wlokąc się doszliśmy do krateru. Zasadniczo, gdy ktoś dojdzie do krateru (Stella Point 5739 m. n.p.m.) - to już wiadomo, że uda mu się dojść po krawędzi krateru na sam szczyt. Mnie już od tego momentu szło się lepiej. Natomiast na kraterze choroba wysokościowa złapała Arka. Na szczęście do szczytu było już blisko. W końcu doszliśmy. Była godz. 17.30. Stanęliśmy najprawdopodobniej na najwyższym punkcie ziemi w naszym życiu.

Na szczycie nie byliśmy długo. Popatrzyliśmy trochę na piękne widoki, ale przy chorobie wysokościowej one tak nie smakują, jak podziwialiśmy je będąc niżej. Cel osiągnięty i chce się schodzić. Tam, na szczycie, to nasi przewodnicy cieszyli się bardziej z tego, że doszliśmy, niż my. Oni są premiowani, jeśli ich klienci dotrą na szczyt, co wcale nie jest normą. Ze szczytu schodziliśmy bardzo szybko, aby jak najmniej iść po ciemku. Schodziliśmy trochę inną drogą niż wchodziliśmy, aby było szybciej. Na dużej części zbocza góry jest popiół wulkaniczny - taki brudny piach. Po tym popiele można było się mocno ślizgać. Po prostu zbiegaliśmy z góry.

Gdy wróciliśmy do bazy było już ciemno. Nasi tragarze zaśpiewali i zatańczyli dla nas "Hakuna matata". Dużo radości, ale organizm był wycieńczony. Ja odczuwałem cały czas mocno chorobę wysokościową. Nie mogłem nic zjeść, bo wiedziałem, że wszystko zwymiotuję. Arek znosił to trochę lepiej. Dostałem jakieś leki i poszedłem spać. Dzięki tym tabletkom nie zwracałem. A rano, gdy wstałem - już było wszystko dobrze.

Z tego miejsca mieliśmy całodniowe zejście z góry. Zeszliśmy skrótową drogą aż na sam dół. A dole czekał już na nas samochód, który nas wszystkich odwiózł do Aruszy. W hotelu już europejski standard, ciepła woda, basen... Wyprawa się skończyła, ale jeszcze na kilka dni pojechaliśmy do Mombasy.

X

Cenimy Twoją prywatność

Na naszej stronie stosujemy pliki cookies i podobne technologie, które mogą służyć do personalizacji reklam. Szczegóły w naszej polityce prywatności. Dodatkowe informacje tutaj

Pliki cookies wykorzystywane do zapewnienia podstawowych funkcjonalności strony

Pliki cookie używane do monitorowania korzystania z naszej strony i personalizacji reklam

X

Drogi Użytkowniku Internetu,

Wiele stron internetowych zapisuje na Twoim komputerze, a dokładniej w schowku konkretnej przeglądarki (Firefox, Internet Explorer, Chrome i inne) na Twoim koncie użytkownika komputera lub telefonu, na którym łączysz się z Siecią, tzw. pliki cookie.

Zazwyczaj pliki cookie są bardzo pożyteczne. Dzięki nim zapamiętywane są Twoje indywidualne ustawienia i dzięki nim możesz się zalogować do swojej poczty.
Autorzy stron internetowych wiedzą dzięki nim, jak wielu użytkowników do nich zagląda i co konkretnie czytają, a co obchodzą z daleka.

Informacje zbierane przy użyciu plików cookie mogą też służyć do zbierania informacji o Tobie w celach handlowych. Np. jeżeli często wchodzisz na strony o książkach, będziesz widział więcej reklam księgarni.

Na szczęście, jeżeli uważasz, że obecność plików cookie narusza Twoją prywatność, możesz w każdej chwili je wyłączyć albo dla konkretnej witryny albo w ogóle dla wszystkich połączeń z Twojej przeglądarki.

W przeglądarce Mozilla Firefox
W menu "Narzędzia" wybierz "Opcje" i w nich zakładkę "Prywatność".
Przeglądarka daje Ci możliwość zaznaczenia, że nie chcesz być śledzony w ogóle albo usunięcia pojedynczych ciasteczek poszczególnych witryn.

W przeglądarce Microsoft Internet Explorer
W menu "Narzędzia" wybierz "Opcje internetowe" i w nich zakładkę "Prywatność".
Specjalnym suwakiem możesz regulować ogólny poziom prywatności albo przyciskiem "Witryny" zarządzać ustawieniami poszczególnych serwisów internetowych.

W przeglądarce Google Chrome
W menu ukrytym pod trzema poziomymi kreseczkami w prawym górnym rogu przeglądarki wybierz "Narzędzia" a potem "Wyczyść dane przeglądania...". Oprócz możliwości czyszczenia plików cookie, znajduje się tam link "Więcej informacji", który prowadzi do szczegółowego opisu funkcji prywatności przeglądarki.

W przeglądarce Opera
Przyciskiem "Opera" w lewym górnym rogu otwórz menu i wybierz w nim "Ustawienia" i dalej "Wyczyść historię przeglądania...".
Oprócz możliwości skasowania już ustawionych plików cookie, jest tam też przycisk "Zarządzaj ciasteczkami..." prowadzący do bardziej zaawansowanych opcji dla poszczególnych witryn.

W przeglądarce Apple Safari
W menu "Safari" wybierz "Preferencje" i w nich zakładkę "Prywatność". Znajdziesz w niej liczne opcje dotyczące plików cookie.

W telefonach komórkowych, tabletach i innych urządzeniach mobilnych
Każdy model telefonu może tę funkcję obsługiwać w inny sposób. Dlatego zachęcamy do zapoznania się z opcjami prywatności w dokumentacji na stronie internetowej producenta Twojego urządzenia mobilnego.

DANE OSOBOWE:
Administratorem danych osobowych jest Fundacja Mocni w Duchu, ul. Sienkiewicza 60, 90-058 Łódź (zwana dalej „Administratorem”).

Kontaktując się z Administratorem przekazujesz mu swoje dane osobowe (imię, i nazwisko, nr telefonu, adres email). Podstawą prawną przetwarzania danych osobowych jest prawnie uzasadniony interes Administratora polegający na podejmowaniu czynności zmierzających do zawarcia umowy o świadczenie usług oferowanych przez Administratora w ramach prowadzonej przez siebie działalności gospodarczej oraz budowaniu pozytywnych relacji z klientami.

Strona internetowa www.remi.mocniwduchu.pl korzysta z wtyczki Google Analytics - to tzw. kod śledzenia , który wskazuje wiek, płeć, lokalizację osób wchodzących na stronę i ruch na stronie. Pozyskane w ten sposób dane wykorzystywane są jedynie w celach statystycznych. Dane osobowe pozyskane w ten sposób przechowywane są przez okres 14 miesięcy. W każdej chwili może zablokować kod JavaScript Google Analytic wchodząc na link: https://tools.google.com/dlpage/gaoptout i postępując zgodnie z zawartymi tam wskazówkami i instrukcjami.

Administrator przetwarza Twoje dane osobowe w sposób zgodny z wymogami prawa, w tym przepisów Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) (zwane dalej „Rozporządzeniem RODO”), w szczególności zabezpiecza twoje dane osobowe przed udostępnieniem ich osobom nieupoważnionym, utratą, czy uszkodzeniem.

Dane osobowe użytkownika wykorzystywane są przez Administratora jedynie w celu, w którym zostały mu przekazane, tj. dla potrzeb kontaktu z Tobą (przez okres kontaktu) i/lub celów statystycznych poprzez wtyczkę Google Analytics.
.
Podanie danych osobowych jest dobrowolne, lecz niezbędne dla potrzeb kontaktu z Użytkownikiem i/lub celów statystycznych Administratora. Dane osobowe udostępnione Administratorowi nie będą przekazywane podmiotom trzecim innym niż wskazane w niniejszym dokumencie, bez uzyskania Twojej uprzedniej odrębnej zgody.

Administrator informuje także, że masz, w każdym czasie, prawo przenoszenia danych (do innego administratora lub innego Państwa-w zakresie określonym w art. 20 Rozporządzenia RODO, prawo dostępu do treści danych osobowych oraz możliwość ich sprostowania (poprawiania,) wniesienia sprzeciwu co do przetwarzania danych, a także ma prawo do wniesienia skargi dot. przetwarzania danych osobowych do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Zgoda udzielona przez Ciebie może być w dowolnym momencie wycofana. Wycofanie zgody nie wpływa na zgodność z prawem przetwarzania, którego dokonano na podstawie zgody przed jej wycofaniem.

Administrator informuje, że nie przekazuje, nie sprzedaje, ani nie użycza zgromadzonych danych osobowych dot. Ciebie osobom trzecim, chyba że za Twoją wyraźną zgodą lub na Twoje życzenie, albo na żądanie uprawnionych na podstawie prawa organów państwa w związku z toczącymi się postępowaniami.

Strona int. może zawierać także linki do innych stron internetowych nieadministrowanych przez Administratora, zatem nie może on ponosić odpowiedzialności, ani za zawartość tychże stron, ani za stopień ochrony prywatności realizowany przez administratorów tych stron. Administrator informuje także, że niniejsza Polityka dotyczy strony www.remi.mocniwduchu.pl oraz że po przejściu na inne strony, zalecane jest, abyś zapoznał się z właściwą danej stronie polityką prywatności, zanim udostępnisz tam swoje dane osobowe. Decydując się na przejście na takie strony i odwiedzenie ich, pamiętaj, ze robisz to na własną odpowiedzialność.


Administrator danych osobowych, którym jest Fundacja Mocni w Duchu informuje, że podane dane osobowe będą wykorzystywane jedynie w celu kontaktu z Panią/Panem przez okres kontaktowania się. Podstawą prawną przetwarzania danych jest prawnie uzasadniony interes Administratora danych polegający na podejmowaniu czynności zmierzających do zawarcia umowy o świadczenie usług oferowanych przez Administratora na podstawie czynności zainicjowanych poprzez kontakt klienta oraz na budowaniu pozytywnych relacji z klientami.

Podanie danych jest dobrowolne, ale niezbędne w celu kontaktu, dane osobowe nie będą przekazywane podmiotom trzecim bez uzyskania Pani/Pana odrębnej zgody.

Ma Pani/Pan prawo w każdym czasie do przenoszenia danych, dostępu do treść danych osobowych oraz możliwość ich poprawiania, wniesienia sprzeciwu co do przetwarzania danych, a także prawo do wniesienia skargi dot. przetwarzania danych osobowych do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Więcej informacji nt. danych osobowych znajduje się w Polityce prywatności.